Dobro nie boi się ciemności

Wszyscy cierpimy z jakiegoś powodu. Jeśli ten fakt zignorujemy, cierpienie zaszkodzi nie tylko nam, lecz również osobom z naszego otoczenia. O eliminowaniu negatywności, o uwolnieniu się od cierpienia, o tym, by stać się bardziej czułym i bardziej kochającym człowiekiem w nowej przestrzeni wolności emocjonalnej, rozmawiamy z profesor psychiatrii Judith Orloff. Zapraszamy na naszą dziewiątą rozmowę z cyklu Moda na Zgodę .

opracowanie i rozmowa: Adam Górczyński,
IlustracjE: Katarzyna Bruniewska

Czym jest wolność emocjonalna?

Podzielmy ten zwrot na dwa oddzielne słowa, z których się składa: wolność i emocje. Jak powiedział Albert Camus, wolność to nic innego jak szansa, by stać się lepszym. Aby wolność mogła się urzeczywistnić, każde wydarzenie naszego życia – bolesne czy podnoszące na duchu, dramatyczne czy zupełnie przyziemne – powinniśmy postrzegać jako szansę, by stać się silniejszym i mądrzejszym, by wzmacniać swoje wewnętrzne światło. Każdy sukces, każde rozczarowanie, każda strata i każda wygrana to okazje życiowe, z których możemy dowiedzieć się czegoś o wolności emocjonalnej. Od naszego zachowania w obliczu tych wydarzeń zależy, na ile możemy być wolni.

Jak powinniśmy rozszyfrować nasz własny kod emocji?

Chciałabym, żeby udało nam się postrzegać emocje jako nośnik przemiany. Słowo „emocje” pochodzi od łacińskiego czasownika oznaczającego słowo „poruszać”, nie oznacza zwykłych pojęć radości czy smutku. 

Często mówimy o złych lub dobrych emocjach?

Należy gromadzić pozytywne emocje, a także wyzbywać się emocji negatywnych. Zamiast koncentrować się na gniewie, kiedy ktoś nas skrzywdzi, powinniśmy reagować w sposób bardziej zrównoważony i empatyczny. Doświadczenia, z którymi nam wszystkim przychodzi się mierzyć, mają swój głębszy sens, ale tylko wtedy, gdy odczuwamy, jesteśmy poruszeni, uważni, pogodzeni itd. Wolność emocjonalna ma przede wszystkim otworzyć nam drogę do rozwijania tkwiącej w nas wszystkich miłości. Zdobyć wolność to znaczy uwolnić się od nieproduktywnych emocji i spojrzeć na samego siebie oraz na innych z perspektywy serca.

To co staje nam na tej drodze, że nie wszyscy nią podążamy?

Wielu z nas wstydzi się uczucia strachu, nieodpowiedniości i samotności, jakby świadczyły one o porażce lub o niewłaściwym postępowaniu. To zupełnie niesłuszne wnioski. Wynikają one z błędnego założenia, że przez cały czas powinniśmy zachowywać pogodę ducha. Pewien pacjent cierpiący na depresję zaczął kiedyś przepraszać: „Żałuję, że nie przychodzę do pani po coś bardziej duchowego”. Okazałam mu współczucie, mając jednak świadomość, że podobnie jak wielu innych ludzi pogrążonych w bólu, żywi on zupełnie błędne przekonanie. Stawić czoło emocjom to przejaw odwagi i czyn otwierający drogę do duchowej przemiany.

Więc jak to mamy zrobić?

Zaglądając w głąb siebie, ani na moment nie zapominajmy o niezawodnej zasadzie wyzwolenia. 

Co to dokładnie znaczy?

Powinniśmy wyzwolić się z matni negatywnych emocji. W dużym nagromadzeniu negatywne emocje zakłócają nasz spokój i pozbawiają nas współczucia, niszczą nasze reakcje, a w ostatecznym rachunku pozbawiają nas możliwości doświadczania radości i zachwytu nad światem. 

Nawet jeśli doświadczamy bólu i rozczarowania?

Wiem, że to wydaje się trudne, ale taki wysiłek nigdy nie pójdzie na marne. Podejmując go, odważnie stawiamy czoło cynizmowi i zamknięciu się w sobie, czyli klaustrofobicznym stanom, które moim zdaniem są bardzo destrukcyjne. Bez względu na to, co ci się przydarzyło, zawsze jest nadzieja na zmianę i wyzdrowienie. Na ten cud, który może się ziścić. I my mamy mieć odwagę tego chcieć. 

Zatrzymajmy się nad tym zagadnieniem, zależy mi na tym, żeby to jeszcze dokładniej wyjaśnić?

Emocje stanowią punkt wyjścia do osiągnięcia wyższego stanu świadomości, trzeba tu zrozumieć, że każda z nich może nas czegoś nauczyć. Czasami wobec wielkiego smutku trzeba po prostu doświadczyć bieżącego uczucia. Trzeba być cierpliwym, wyzwolić się z uczucia frustracji. Jeśli chodzi o inne emocje takie jak choćby zawiść, można próbować się ich pozbyć lub je zmodyfikować. Wyróżnić można dwa etapy przemiany emocji. Istotą pierwszego z nich jest zdrowe uznanie istnienia uczucia w stanie czystym, będące alternatywą skrywania go lub rozmywania. Drugi etap polega na modyfikacji jego negatywnego charakteru. W swoich książkach przedstawiam wiele różnych metod, które można w tym względzie stosować w odniesieniu do różnych emocji.

Jakich możemy spodziewać się rezultatów?

Niesamowitych (śmiech). W przestrzeni wolności emocjonalnej, do której łatwiej jest nam dojść po etapie całkowitego pogodzenia się z rzeczywistością, o której już rozmawialiśmy, czujemy się szczęśliwi, bardziej elastyczni. Mamy w sobie uczucie pełni życia. Mamy go więcej. Czujemy to każdą cząstką naszego ciała i duszy. Jesteśmy milsi dla siebie, dla swoich przyjaciół i rodziny. Mamy więcej cierpliwości dla swoich współpracowników, łatwiej rozwiązujemy konflikty. Poznajemy swoje najgłębsze instynkty i stwierdzamy, że jesteśmy w stanie przetrwać największe huragany. I nagle poczujemy, że troszczą się o nas i chronią nas duchowe moce, że jest z nami Bóg i dzięki temu nigdy już nie będziemy czuli samotności.

Czy intuicja, o której pisze Pani w swoich książkach, pomaga w zrozumieniu własnych emocji?

W pracy psychiatry cudowne jest to, że inni ludzie dzielą się ze mną swoimi najbardziej skrywanymi uczuciami i tajemnicami. W swojej wieloletniej praktyce miałam okazję pomagać niezliczonej liczbie pacjentów i uczestników warsztatów, którzy zmagali się z lękami, troskami lub depresją, próbując się od nich uwolnić. Ich troski nie są mi obce, jako że sama miałam okazję przejść przez taką próbę ognia. Każdy z nas doświadczył kiedyś udręki w takiej czy innej formie. Od tego można i należy się uwolnić. Można tego dokonać i to w dodatku stosunkowo szybko. Moja rola to rola akuszerki, która pomaga przyjść na świat najdoskonalszemu i w pełni wolnemu „ja”. Takie przesłanie przyświeca naszym rozmowom, takie wypełniam wobec swoich pacjentów i czytelników. Intuicja, o którą Pan pyta, pozwala mi wychodzić poza ramy medycyny konwencjonalnej, jest ona bardzo pomocna w autoterapii.

To właśnie intuicja otwiera nam drzwi do najgłębszych zakątków psyche – do przemyśleń, które nigdy nie zostaną wypowiedziane, do miejsca, w którym dokonują się niezwykłe skojarzenia. Uczę moich pacjentów, w jaki sposób mogą czerpać ze swojego źródła, jak to Pan określił w poprzedniej naszej rozmowie, by zyskać w ten sposób pełniejszy emocjonalny obraz samych siebie i innych, a tym samym usunąć ze swojego życia negatywne elementy.

W ten sposób wykracza Pani poza medycynę konwencjonalną?

Od wielu lat fascynuje mnie to, co dzieje się w dziedzinie ochrony zdrowia na styku nauki i intuicji. W tym obszarze możemy obserwować niezwykły taniec z udziałem naszej fizyczności i naszego aspektu niematerialnego. 

I jaka to jest para?

Jeśli nierozłączna to doskonała, gotowa wygrać „Taniec z gwiazdami”. Ale tylko wtedy, jeżeli jest między nimi równowaga. Sprzeciwiam się faworyzowaniu któregokolwiek z tych elementów kosztem pozostałych.

To bynajmniej nie jest nowość w historii nauki?

Takie zestawienie było wręcz oczywiste dla średniowiecznych alchemików, którzy próbowali łączyć naukę i instynkt w celu poznania sekretów wszechświata. W muzyce, astronomii czy matematyce wszyscy ci XVI-wieczni filozofowie dostrzegali rangę pierwiastka emocjonalnego i boskiego. Podejmując wysiłki przekształcania ołowiu w złoto, starali się nadać pierwotnej substancji bardziej szlachetny charakter.  (…)

Dalszy ciąg rozmowy w numerze marcowym.  Zapraszamy. 

Nasza rozmówczyni, Judith Orloff, jest autorką bestsellerowej książki “Wolność emocjonalna”. W artykule wykorzystane zostały jej fragmenty.>>

Reklama