Najpiękniejsze trasy do biegania

Biegać warto wszędzie, gdzie tylko jest to możliwe. Na miarę możliwości i rozsądnie, trasą znaną lub nie. Ale najlepiej w pięknych okolicznościach przyrody, bo przecież bieganie to najprawdziwsza w świecie medytacja.

Autor: Grzegorz Kapla

Znający swoje możliwości, biegacze mogą sobie pozwolić na odkrywanie przyjemności biegania w nieznane. Zanim jednak pobiegniemy w ten sposób, warto zacząć na trasach już wypróbowanych. Pozwolą wyrobić kondycję, poznać siebie. Najłatwiej skorzystać z tych, na jakich organizowane są biegi, maratony i półmaratony. W całej Polsce jest ich mnóstwo – tylko PZU wspiera co roku kilkadziesiąt takich imprez. Ja polecam trasy, które sam pokochałem.

Dla tych, co wolą wodę
Bieg między jeziorami, Świnoujście, po niemieckiej stronie granicy na wyspie Uznam

Wyznaczona przez biegaczy z Klubu Biegacza Jogging crossowa trasa pomiędzy jeziorami Wolgastsee i Schwarzsee o długości 5 km 300 metrów. Rozgrywane są na niej rokrocznie zawody z cyklu Międzynarodowej Ligi Biegowej. Nawierzchnia mieszana z przewagą twardych szutrów, ale są odcinki o idealnej mięsistej konsystencji gruntu, na których można zrozumieć, co znaczy sprężyste podłoże. Biegniemy w cieniu po sterylnie czystych, pełnych jodu, wilgotnych lasach wyspy Uznam. Trzy pętle to równe 16 km. Jeśli samotne bieganie w lesie nie przynosi ukojenia, alternatywą jest twarda, betonowa ścieżka nadmorska biegnąca od Świnoujścia do Bansin na której, zwłaszcza latem, konieczne jest zabranie wody i czegoś na głowę, bo biegniemy w słońcu, okazjonalnie na terenie kurortów w tłumie. Ale od września do kwietnia to idealna, widowiskowa trasa dla każdego. Zimą, kiedy plaże zamarzają, nawet początkujący świetnie poradzą sobie na nierównym, ale dobrze trzymającym stopę gruncie na styku lądu i morza. W tym przypadku nie możemy biec po pętli, ale widoki po obu stronach zadowolą najbardziej wybrednych koneserów krajobrazu.

Dla tych, co wolą góry
Karkonosze Zachodnie ze Szklarskiej Poręby trasą półmaratonu

PZU Maraton Karkonoski to impreza, która ma już swoją markę, a co za tym idzie, trasy biegowe są dokładnie przetestowane. Doświadczeni biegacze, którzy znają swoje możliwości, mogą wybierać spośród niezliczonej liczby kombinacji znakowanych ścieżek na obszarze Karkonoszy i Gór Izerskich. Początkujący powinni pamiętać, że największym wyzwaniem będzie podbieg na wał Głównego Grzbietu Karkonoszy i słońce, które szybko potrafi doprowadzić do odwodnienia. Dlatego należy planować trasę tak, żeby zawsze można było wycofać się do któregoś ze schronisk. I za wszelką cenę unikać mgieł, ponieważ w tych rozległych górach bardzo łatwo zabłądzić. Jeśli biegacie półmaratony, możecie spróbować swoich sił na bezpiecznej, choć wymagającej trasie nad Szklarską Porębą. Trzeba uważać na kamienie i wykroty. Zaczynamy od parkingu przy dolnej stacji wyciągu na Szrenicę, skąd biegniemy w górę do skrzyżowania z zielonym szlakiem, a potem w górę, w lewo. Po trzech kilometrach dobiegamy do ścieżki, do schroniska Pod Łabskim Szczytem. Stąd zielonym szlakiem na Mokrą Przełęcz. Z przełęczy rozpościera się panorama Kotliny Jeleniogórskiej. Zanim złapiemy oddech, zdążymy wszystko dokładnie obejrzeć. Głównym Grzbietem biegniemy do schroniska na Hali Szrenickiej. Zawracamy i wciąż Głównym Grzbietem, omijając od północy Łabski Szczyt, docieramy do rozdroża, skąd żółty szlak sprowadzi nas do schroniska Pod Łabskim Szczytem. Stąd do stacji kolejki. W sumie 21 km. Niesamowite pejzaże. O świcie możliwe mgły, w południe tłumy, wieczorami jelenie. Jedna z najciekawszych tras jakie znam.

Tatry. Chochołowska i Kościeliska w jednym

Widok biegacza na trasach Doliny Chochołowskiej lub Kościeliskiej nikogo już nie wprawia w osłupienie. Nawet niedźwiedzia. Na początek najlepsza jest Chochołowska, bo nie będzie tak straszliwie zatłoczona jak jej siostra z wschodniej flanki. Start z parkingu, trasa ewidentna, zabłądzenie nie jest możliwe, dostępna także zimą, bo przetarta. Do schroniska na Hali Chochołowskiej z parkingu jest osiem kilometrów. Wracamy po odpoczynku przez Polanę Trzydniówkę do rozwidlenia szlaków i żółtym w prawo na Iwanicką Przełęcz. Ostatni kilometr bardzo trudny. Od początku około 13 km. Stąd zbieg do schroniska na Ornaku. W sumie 15 km. Wracamy na parking spacerem. Satysfakcja gwarantowana i od schroniska na Ornaku nie trzeba mieć wody, bo Potok Kościeliski jest zawsze pod ręką. Widoki najlepsze w kraju.

Bieszczady: fragmenty trasy Biegu Rzeźnika

Bieg Rzeźnika zostawmy mistrzom. Ale wykorzystajmy fragmenty tej trasy, bo naprawdę warto! Najkrótszym jest ten z Berehów do Ustrzyk Górnych przez Połoninę Caryńską (9 km) z piekielnie trudnym podbiegiem i niezrównanymi pejzażami. Dla początkujących najprzyjemniejszym będzie prawdopodobnie odcinek z przełęczy Żebrak do Cisnej (15,5 km). Na Żebrak można wyjechać drogą do Rabego. Stąd najłatwiej podbiec na Wołosań i zbiec do Cisnej. Można też pobiec przez Chryszczatą do Komańczy (16,5 km). W tym przypadku trasa będzie wiodła w większej części w dół, a po drodze jest sklep w Duszatynie i można uzupełnić płyny.

Dla mieszczuchów, którzy budzą się odpowiednio wcześnie
Bulwary Wiślane w Krakowie

Jedna z najpopularniejszych biegowych tras w naszym kraju, cała pętla – tam i z powrotem liczy około dziesięciu kilometrów, ale można ją w dowolnym momencie skrócić, chociaż nie warto, bo walory widokowe są z najwyższej półki. Nawierzchnia twarda. W godzinach okołopołudniowych albo wieczorem bieganie może być kłopotliwe, bo na bulwarach panuje tłok, ale wcześnie rano albo późnym wieczorem (trasa jest oświetlona) to idealne miejsce na trening. Po drodze zobaczymy św. Salwatora z Bulwaru Rodła, panoramę Wawelu z Bulwaru Czerwieńskiego, przy górnej ścieżce, kiedy miniemy już zakole Wisły stoi smok wawelski, dalej jest pomnik psa Dżoka, Bulwarem Inflanckim biegniemy pod murami kościoła na Skałce gdzie pochowany jest Wyspiański, a po drugiej stronie Wisły widzimy sławny krakowski balon i cumujące pod nim barki. Bulwar Kurlandzki doprowadza do śluzy na Dąbiu. Za mostem można dorzucić jeszcze kilometr po bulwarach na Dąbiu albo wrócić do Starego Miasta. Bywalcy tej trasy polecają ją nawet w upalne dni, bo od rzeki ciągnie chłodem. Po pierwszych przymrozkach potrafi być ślisko.

Warszawa: Stare Miasto i Nowy Świat

Moja ulubiona miejska trasa dostępna, niestety, tylko w deszczu albo bardzo wcześnie rano, kiedy nie ma tłoku. Pozwala popatrzeć na Warszawę z odmiennej perspektywy – puste miasto ma w sobie magnetyczny urok. Zaczynamy od katedry praskiej, gdzie łatwo zaparkować. Biegniemy przez most Śląsko-Dąbrowski słynący z panoramy Starego Miasta. Z mostu zbiegamy na bulwary i biegniemy aż do przejścia pod Wisłostradą na wysokości, gdzie kończy się park Fontann. Wbiegamy po schodach do murów kościoła Nawiedzenia NMP, a stamtąd na Rynek Nowego Miasta. Potem Freta do Barbakanu, rynek staromiejski, Plac Zamkowy z panoramą kościoła Świętej Anny i możemy zajrzeć w okna panu prezydentowi w jego pałacu. Na skrzyżowaniu Alej i Nowego Światu (od startu 5 km) łapiemy oddech i czekamy na zielone światło. Dostępnym tylko dla pieszych przejściem między dawnym gmachem PZPR a Muzeum Narodowym biegniemy do parku na tyłach Giełdy i przejściem nad Książęcą do parku Rydza Śmigłego. Zbiegamy do pomnika saperów i przejściem pod Wisłostradą wracamy na bulwary. Na Pragę biegniemy mostem Poniatowskiego. Na co dzień biegniemy chodnikiem, ale prawdziwą frajdą jest przebiec go środkiem jezdni – jak w czasie PZU Maratonu Warszawskiego, kiedy wstrzymany jest tam ruch. Zbiegamy na ścieżkę biegową nad Wisłą, którą docieramy do Portu Praskiego. Ścieżka wyprowadza nas na ulicę Okrzei, skąd do parkingu przy katedrze biegniemy ulicami miasta. W sumie 11 km. Nawierzchnia mieszana, widoki nie do zapomnienia. W deszczu trasa nie ma sobie równych.

 

 

Reklama