Anioł zobowiązuje

JANUSZ.WOJTACKI

Już 20 marca podczas uroczystej gali V edycji nagrody Anioły Farmacji i  Anioły Medycyny poznamy tegorocznych zdobywców nagrody. W oczekiwaniu na ten dzień przedstawiamy fragment wywiadu z ubiegłorocznym laureatem – niezwykłym człowiekiem – doktorem Januszem Wojtackim. Całość wywiadu znajdą Państwo w marcowym wydaniu „Mody na Zdrowie”
Rozmawiała Anita Czupryn
Wchodząc do budynku Hospicjum im. ks. Eugeniusza Dutkiewicza nie bez powodu ma się wrażenie, że jest to miejsce, którego strzegą anioły. Pierwszy, strzelisty archanioł Rafał umieszczony nad wejściem, wita wchodzących. Kolejny, towarzyszący biblijnemu Tobiaszowi, zajmuje miejsce na głównej ścianie w holu hospicjum. Trzeci wisi w gabinecie doktora Janusza Wojtackiego, naprzeciwko obrazu Matki Bożej z Guadalupe.

Doktor Janusz Wojtacki, onkolog od ponad 20 lat związany z ruchem hospicyjnym na Pomorzu, jest laureatem jednej z najbardziej prestiżowych nagród środowiska lekarzy i farmaceutów – Anioły Medycyny i Anioły Farmacji.
Imponująca statuetka ze złotymi skrzydłami Anioła Medycyny, jaką w 2016 roku Kapituła (na czele której stoi prezes honorowy Polskiego Towarzystwa Lekarskiego prof. dr hab. n. med. Jerzy Woy-Wojciechowski) przyznała doktorowi Wojtackiemu, przez wiele miesięcy zdobiła lekarskie biurko w gabinecie. Ale dziś o tym, że tu stała, świadczy jedynie stosowny dyplom na ścianie. Doktor Wojtacki zbywa moje pytania, machając ręką: – Anielskie skrzydła nie muszą być widoczne, żeby działały. Anielskie trofeum znajduje się teraz w moim domowym gabinecie – odpowiada i częstuje herbatą.
Co to znaczy być aniołem?
Kiedy zastanawiałem się, kim jest dla mnie anioł, zrozumiałem, że jest to ta przestrzeń, do której każdego ranka, budząc się, mówię: „Pomóż mi dobrze przeżyć ten dzień. A wieczorem mówię: „Dziękuję za wszystko, co dziś się wydarzyło. A czy pani wie, że aniołem może być każdy z nas? Że możemy spotkać go wszędzie? Ale chyba nie wyobraża sobie pani, że aniołowie mieliby chodzić wśród ludzi z rozpostartymi skrzydłami? Skrzydła oczywiście są jednym z elementów wyobrażanej przez nas anielskości, ale bywa i tak, że czasem potrzebujący musi usłyszeć kilka twardych słów, aby uświadomić sobie, że w istocie były to iście anielskie zalecenia. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale ja wcale nie chcę być uosabiany jako anioł. O ileż bardziej wolałbym sytuację, w której wszyscy pracownicy służby zdrowia mieliby szansę być aniołami dla swoich pacjentów. I nie o to chodzi, że nie mają takich predyspozycji. Czasem nie mają takiej możliwości. Pracując pod presją czasu, w zaganianiu, nie zawsze mają sposobność wykonania niektórych badań, zastosowania niektórych procedur. To dlatego ja na swoją medyczną przyszłość wybrałem pracę w hospicjum.

Dlaczego?
Tu mam większą możliwość gospodarowania swoim czasem. Jeśli czeka mnie trudna rozmowa z chorym, to rezerwuję sobie na nią dwie godziny. Jeżeli czeka mnie i chorego trudna walka o jego spokojne odchodzenie, to nie umawiam kolejnych wizyt. Tu jest ta różnica między tym, czy można być aniołem, a tym, że trzeba być aniołem. Pamięta pani? Lekarz Stanisław Słonimski, ojciec poety Antoniego Słonimskiego, wpajał synowi: „Jak nie wiesz, jak się zachować, na wszelki wypadek zachowaj się przyzwoicie”.

To czym jest dla pana nagroda Anioła Medycyny?
W pracy, w której nie ma sukcesów rozumianych w tak spektakularny sposób, że „lekarz rozciął brzuch, nawet blizny nie zostawił i wyleczył chorego; podał cudowny lek i chory wstał”, a ten sukces rozumiany jest inaczej, to naturalnym jest, że pojawiają się zwątpienia. Rodzą się pytania o sens tej pracy. Dlatego ta nagroda jest dla mnie tak ważna, bo jest wyrazem uznania tych, którzy oceniają nas w akcji, przy pracy, każdego dnia. Wystawiają opinie, ale w gruncie rzeczy za nic efektownego, tylko za coś prostego: za bycie razem, za wspólne popłakanie czy pośmianie się. Anioła Medycyny traktuję więc jako wspaniałe wsparcie na drugą część mojego zawodowego życia. A i odzew po tej nagrodzie był niebywały. Dzwonili do mnie znajomi z zagranicy, zgłaszały się rodziny chorych, jakich poznałem 10–20 lat temu. Czy nie warto żyć dla takich chwil? Przecież warto.

Czy ten Anioł Medycyny pana nie rozpieszcza?
Mógłbym tak powiedzieć, gdyby nie to, że ta nagroda to jednocześnie nieustanne wyzwanie. Moi pacjenci, widząc mnie, mówią: „O, przyszedł do mnie anioł”. Muszę być aniołem. Anioł zobowiązuje

Pełny wywiad z dr Januszem Wojtackim znajdą Państwo w marcowym wydaniu „Mody na Zdrowie”

Reklama